O autorze
Współautorka książek dla rodziców i dzieci: „Dogadać się z dzieckiem. Coaching, empatia, rodzicielstwo” oraz „Przyjaciele Żyrafy. Bajki o empatii”. Wierzy, że każdy z nas posiada potencjał i wewnętrzne zasoby, które wystarczy odkryć oraz umiejętnie wykorzystać, by żyć szczęśliwie i w zgodzie ze sobą.
Przez książki, artykuły, bajki, warsztaty, audycje radiowe propaguje język empatii, komunikację bez przemocy i podejście coachingowe w relacjach z drugim człowiekiem, zarówno małym jak i dużym, w środowisku rodzinnym jak i biznesowym. Zawodowo - certyfikowany trener Porozumienia bez Przemocy, akredytowany coach ICF, trener rozwoju osobistego, mediatorka w duchu NVC a także pisarka i malarka Vedic Art. Prywatnie mama dwójki energicznych i również ciekawych świata dzieci.

I dorośli i dzieci głos mają

Fot. / 123RF Zdjęcie Seryjne
Dzięki kampaniom społecznym coraz szerzej znane są słowa Janusza Korczaka: „Nie ma dzieci, są ludzie”. Mnie one zawsze poruszają, bo na przeciwstawnym biegunie dźwięczy mi w głowie znane powiedzenie „Dzieci i ryby głosu nie mają”. I odzywa się we mnie pragnienie, by jednostki były słuchane, widziane, szanowane i poważnie brane pod uwagę bez względu na wiek.

Tak ważne jest dla mnie, by dzieciom dać prawo wyrażania własnego zdania, by z należytą uwagą słuchać tego, co mówią, gdy dzielą się swoim postrzeganiem świata i co więcej, by z uważnością traktować ich uczucia i potrzeby.

Nie zgadzam się, by odbierać dzieciom prawo do odczuwania tego, co czują – pomimo tego czy z perspektywy dorosłych ma to sens czy nie. Gdy trzylatek się wywróci, to bez względu, czy ma rozbite całe kolano, czy zupełnie żadnej rany nie ma, nie mówmy mu: „Nic się nie stało”, bo nie wiemy, czy coś się stało czy nie z perspektywy dziecka. Z naszej dorosłej perspektywy to może być błahe zdarzenie, jednak dziecko może być dogłębnie poruszone. Mogło zostać zaskoczone, przestraszyć się czy też rozczarować. Być może miało nadzieję, że jest bardziej samodzielne i sprawne, niż było w rzeczywistość. Dla niego to mogą być naprawdę ważne rzeczy i ja chcę takim momentom dawać uwagę. By dzięki temu pokazywać dzieciom, że nie są one same i ich uczucia są ważne, że poważnie podchodzę do tego, co mówią, a tym samym wspierać ich wiarę w swoje możliwości.

W obecnych czasach tyle się mówi i pisze o konieczności bycia otwartym na świat, asertywności, umiejętności podejmowania wyzwań, ciekawości poznawczej i pewności siebie. Są to umiejętności tak bardzo potrzebne w otaczającej nas rzeczywistości, że chcemy, by dzieci były w nie wyposażone od pierwszych momentów wkroczenia w dorosłe życie (a nawet i wcześniej!).

I tu pojawia mi się od razu pytanie – skoro chcemy, by dzieci były asertywne, umiały mówić, co jest dla nich ważne, były otwarte na nowe doświadczenia, to:
• Jak już teraz, kiedy mają zaledwie kilka lat, pozwalamy im się tego uczyć?
• Czy mają prawo się nie zgadzać?
• Na ile uczymy je, jak konstruktywnie i z szacunkiem dla siebie i rozmówcy wyrażać swoje zdanie?
• Na ile wspieramy je w doświadczaniu nowych rzeczy i uczeniu się siebie samego
w nowych rolach?


Ja lubię sobie zadawać te pytania co jakiś czas, by upewniać się, że moje obecne działania wspierają moje dzieci w kierunku, w którym chcę, by wzrastały. Zarówno budowanie relacji z dzieckiem, jak i wspieranie go w byciu spełnionym i szczęśliwym dorosłym w przyszłości, to proces - i dzień po dniu chcę ten proces wykorzystywać w pełni i dawać w tej relacji sobie, jak i dziecku to, co najbardziej wspierające i potrzebne.

Przeczytałam ostatnio jeszcze jeden ważny dla mnie cytat. Z książki Miki Kashtan „Mała książka odważnego życia”: „Kiedy wychowujemy dzieci w poczuciu zaufania, że ich potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby dorosłych, wówczas dzieci nie mają powodów, by się buntować lub podporządkowywać – nie mają przeciw czemu się buntować.”

Wszystko, co robimy, jest próbą zaspokojenia potrzeb. Gdy patrzymy na swoje i dzieci działania i słowa przez pryzmat potrzeb, dajemy im i sobie wsparcie. Przestajemy brać zachowanie innych do siebie, wychodzimy poza oceny i dostrzegamy w drugiej osobie „życie” – to, co w danym momencie jest dla niej ważne. Nie ma konfliktów na poziomie potrzeb, bowiem potrzeby są wspólne wszystkim ludziom. Konflikty natomiast odbywają się na poziomie strategii, czyli konkretnych pomysłów, jak zaspokoić potrzeby.

Zilustruję to przykładem: dziecko ma potrzebę zabawy i może ją zrealizować poprzez taniec, skoki z 2 metrowej szafy, prace plastyczne. Niektóre z tych strategii są bardziej preferowane przez dziecko, a niektóre bardziej przez rodzica. I tu może pojawić się różnica zdań – jednak dotyczyć będzie strategii, a nie potrzeby zabawy.

Nie chodzi tu wcale o bezstresowe wychowanie czy oddanie domowych sterów dzieciom. Lecz o to, by w codziennych sytuacjach dostrzegać w domownikach ludzi (bez względu na ich wiek) – ich potrzeby i uczucia. Wyjść poza utarte i stale wszechobecne w społeczeństwie „powinno”, „trzeba”, „musisz” na rzecz rozmowy o tym, co w dalej chwili jest ważne, jaka jest intencja naszej prośby do domownika, czego chcemy. Wówczas w codziennym życiu będzie więcej szczerości, otwartości, a i bliskości. To z kolei wpłynie na zaufanie domowników, chęć wspierania siebie nawzajem, współpracę. Potrzeby dorosłych są tak samo ważne, jak dzieci. Zarówno dorosły, jak i dziecko czują się ważni, gdy ich potrzeby są brane pod uwagę. Sprzyja temu kilka zasad:

• Tworzenie przestrzeni bez ocen, osądów, analiz. Gdzie zamiast mówić: „Nigdy nie doceniasz mojej pracy”, powiemy: „Zależy mi, by mój wkład w dobro naszego domu został zauważony”. Zamiast oceniać: „Ale jesteś niedokładny”, powiedzmy to samo językiem faktów: „Widzę, że literka f i o wyszły poza linijki”.

• Branie odpowiedzialności za swoje uczucia i jednocześnie oddawanie odpowiedzialności dziecku za jego uczucia. Napięcie w ciele, nasze emocje mówią nam o naszych ważnych zaspokojonych lub niezaspokojonych potrzebach. Dlatego zamiast powiedzieć: „Jestem zły, bo Ty nie jesz obiadu” (wtedy oddajemy odpowiedzialność za swoje uczucia dziecku, przerzucamy na niego odpowiedzialność za nasz stan emocjonalny), powiedzmy: „Czuję złość, bo ważne jest dla mnie Twoje bezpieczeństwo i zdrowie”.

• Mówienie o potrzebach, o tym, co jest dla nas ważne – poprzez swój przykład uczymy dziecko mówić o istotnych dla niego rzeczach w sposób otwarty, budujący relację, bez przemocy. Gdy mówimy o potrzebach dziecku (i nie tylko), łatwiej mu jest to przyjąć, poczuć i zrozumieć. Zamiast powiedzieć: „Warto posprzątać”, możemy powiedzieć: „Ja lubię, gdy tam, gdzie odpoczywam jest porządek i rzeczy leżą na swoich miejscach”. Taka wypowiedź jest zarówno bardziej precyzyjna, jak i pozwala poznać intencje rozmówcy, a to jest pierwszy krok do porozumienia.

Gdy dzieci (i inni domownicy) mają zaufanie, że ich potrzeby będą wzięte pod uwagę, ich skłonność do współpracy, do porozumienia rośnie. Wtedy łatwiej budować relację poprzez dialog, w oparciu o zaufanie i szczerość. Dlatego tak bardzo leży mi na sercu, by mówić otwarcie, co jest dla mnie ważne i słuchać, co mają do powiedzenia dzieci.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...